piątek, 9 października 2015

#100happydays #day16
Brak weny w ostatnich dniach powoduje to, że posty są bardzo krótkie. Tak będzie i dziś.
Co dziś wywołało uśmiech? Szczęście przyjaciółki - wygrała w konkursie. Zwycięstwo Polaków w siatkówkę i na żużlu. Cieszmy się z czyiś sukcesów i bierzmy przykład, że ćwiczenie czyni mistrza!

środa, 7 października 2015

#100happydays
Przez ostatnie dni za dużo się działo i nie miałam czasu uzupełnić bloga.

#day10
pamiętajcie, żeby żyć w zgodzie ze sobą i słuchać swojego organizmu, każdemu czasem przydaje się relaks i dłuższy sen!

#day11
Spotkanie z dawno nie widzianą przyjaciółką naprawdę potrafi poprawić nastrój :)

#day12
Kilka godzin spędzonych z kimś wyjątkowym to coś, czego nie da się opisać słowami

#day13
Dzień upłynął pod znakiem załatwiania wszystkiego co sobie założyłam, ale cóż to za satysfakcja kłaść się spać z uśmiechem ;)

#day14
Dziś na coachingu wyznaczyłam sobie cel, uporządkowałam to, co chodziło mi od dawna po głowie. To ważne, aby realizować założone wcześniej cele i spełniać marzenia, a wszystko po to, by być szczęśliwym.

piątek, 2 października 2015

#100happydays #day9
Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile satysfakcji daje pomaganie innym. A wiecie co jest jeszcze lepsze? Uśmiech i "dziękuję", które dostajecie po wszystkim.

czwartek, 1 października 2015

#100happydays #day7
Sezon szkoleń w pełni rozpoczęty. Dziś było kolejne - couchingowe. Ile się komplementów i pochwał nasłuchałam to aż trudno zliczyć. Polecam każdemu, kto nie wierzy w siebie lub temu, kto szuka pomysłu na siebie.

#day8
W końcu spotkałam się z przyjaciółką - pogadałyśmy. Oj tak tego mi było trzeba :)

wtorek, 29 września 2015

#100happydays
Kilka ostatnich dni przebiegło tak szybko, że nawet nie zdążyłam pomyśleć o blogu, ale dziś wszystko uzupełnię ;)

#day3
Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem sprzątania, ale nie takiego cotygodniowego. Dziś porządnie się zabrałam za swój pokój. Do ideału jeszcze trochę brakuje - porządku w szafach, ale jestem na dobrej drodze. Po zakupach wejście do czystego, pachnącego pokoju, a wieczorem położenie się do czyściutkiej pościeli było warte harówy ;)

#day4
Dziś zaćmienie super księżyca. Wyprawa za miasta z kumpelą...i nieprzespana noc. Czy było warto? Oczywiście! Kolejna przygoda,odmiana, spontaniczność. Polecam każdemu zrobić czasem coś szalonego i spontanicznego. Zaczęłam jakiś czas temu "życie na spontanie" i...jestem szczęśliwsza!

#day5
Lazy day - odsypianie nieprzespanej nocy, randka z pracą magisterską i odpoczynek.

#day6
Dziś od rana załatwianie uczelnianych spraw. Co dziś przyprawiło mnie o uśmiech? Że jeszcze przed godziną 15 ogarnęłam wszystko co sobie zaplanowałam na dzisiejszy dzień i to sporo przed czasem. Trochę mobilizacji, lista "to do" i potem ta satysfakcja :)

piątek, 25 września 2015

#100happydays #day2 - walka z lenistwem
Godzina 19 telefon "idziesz z nami biegać?" (w domyśle ja na rower, reszta biegać ;) ). Tak idę!
Godzina 19:30 nie chce mi się :(
Godzina 21:00 telefon "jak coś to Ty dalej chętna na biegi? Tak! "Ok, dam Ci znać czy idziemy"
Godzina 21:05 NIE CHCE MI SIĘ!
Godzina 21:48 "bądź za 10 minut"
Co zrobiłam? Wsiadłam na rower i pojechałam na "miejsce zbiórki".
Uczucie? Radość, że przełamałam lenistwo, zadowolenie z siebie, że mimo kontuzji dałam radę. Nie mogę też pominąć ogromu endorfin wyzwolonych wysiłkiem fizycznym.
Usłyszałam dziś fajne słowa, dosłownej treści nie pamiętam, ale przekaz był taki, że mimo wszechobecnego lenistwa natura tak nas stworzyła, że gdy jesteśmy aktywni fizycznie czujemy się lepiej. Polecam! :)

czwartek, 24 września 2015

UPDATE
Trochę padł pomysł z 100 fit days z racji wyjazdów, wakacji i miliarda innych spraw. Postanowiłam przemianować bloga na my 100 happy days i przerzucić się na bloga lifestylowego. Oczywiście będę wrzucać tu swoje postępy z treningami i dietą (w końcu to też sprawia, że jestem szczęśliwa), ale też outfity, przeżycia nieśmiałej kobiety w wielkim świecie, w tym być może moją drogę do korporacji (?), czyli to co dzieje się tu i teraz w moim życiu. Mam nadzieję, że spotka się to z większym zainteresowaniem ;)
Czemu 100 happy days? Zamysł jest taki, żeby każdego dnia wrzucać coś co sprawiło, że jestem szczęśliwa, uczy ludzi cieszyć się z małych rzeczy. Ja mam tę umiejętność, jednak zawsze warto umacniać się w dobrych cechach, a złe eliminować. A skoro już w temacie...

 #100happydays #day1 - przełamanie nieśmiałości
Zawsze byłam osobą nieśmiałą. Dochodziło nawet do sytuacji, że to mama zagadywała do dzieci, żeby się ze mną pobawiły. Potem już szło z górki, ale bałam się podejść do kogoś obcego. Powód? Bałam się odrzucenia? Wyśmiania? Nie mam pojęcia. Gdy byłam starsza miałam nawet opory przed zadzwonieniem na taksówkę. Ale w końcu powiedziałam sobie dość! Trzeba z tym walczyć! Co zrobiłam? Sytuacja zmusiła mnie do zadzwonienie w parę miejsc i musiałam zrobić to osobiście, napisałam sobie więc cały scenariusz rozmowy i byłam przygotowana na to co mam powiedzieć. Zaczęłam budować swoją pewność siebie, bardzo pomogły mi filmiki Tomasza Kammela, w których mówi, że to my chcemy komuś przekazać wiedzę i słuchacz nie widzi czy się stresujemy, nie wie co mamy do powiedzenia i jak czegoś zapomnimy, albo przekręcimy nic się nie stanie! Byleby nie dać po sobie tego poznać! Dodatkowo zapisałam się na wolontariat w schronisku dla bezdomnych zwierząt - ogrom obcych ludzi, czasem trzeba było gdzieś zadzwonić. I co się okazało? Szacunek i uprzejmość kluczem do sukcesu, a ludzie nie gryzą ;) Wystarczyło się przemóc i uwierzyć w siebie.
Przez długi czas łatwiej było mi się odezwać w grupie znajomych, gdzie czułam się pewnie, jednak nadszedł czas, gdy wolałam przemawiać do obcych ludzi. Dlaczego? Bo jest małe prawdopodobieństwo spotkania tych osób w przyszłości, jeśli sama nie będę chciała nawiązać z nimi kontaktu i w razie porażki nic wielkiego się nie stanie. Nauczyłam się też dystansu do siebie, a to bardzo cenna umiejętność.
Po wielu latach walki z nieśmiałością i swoimi słabościami byłam dziś na szkoleniu, na którym miałam coś zaprezentować. Stres? Był, ogromny, mimo, a może zwłaszcza dlatego, że występowałam przed znajomymi. Jak sobie poradziłam? Z 5 osób, które mnie słuchały tylko 1 zauważyła, że się stresowałam (ale zna mnie bardzo dobrze na co dzień), a mimo tego dowiedziałam się, że to było prawdopodobnie najlepsze wystąpienie od początku naszej znajomości. Pozostali powiedzieli, że w ogóle nie widać było po mnie stresu i że to było dobre wystąpienie.
Także głowa do góry wszystkie nieśmiałki ;) Wystarczy uwierzyć w siebie, wyjść i nie dać się stresowi ;). Moja rada? Poćwiczcie przemówienia przed lustrem..jakiekolwiek i zapiszcie sobie słowa klucze. Dobrze jest je zapisać, żeby kontrolować to o czym mówimy i nie pominąć niczego ważnego. Przygotujcie plan wypowiedzi - to o czym chcecie mówić, ale nie całą wypowiedź. Dlaczego nie całe zdania? Żeby przemówienie wyszło jak najbardziej naturalnie nie możecie czytać! Gdy się zgubicie zróbcie kilkusekundową przerwę, ale nie pokazujcie zakłopotania. Przede wszystkim oddech! Nie musicie wszystkiego powiedzieć na jednym wdechu. Tylko spokój może was uratować :)