czwartek, 24 września 2015

UPDATE
Trochę padł pomysł z 100 fit days z racji wyjazdów, wakacji i miliarda innych spraw. Postanowiłam przemianować bloga na my 100 happy days i przerzucić się na bloga lifestylowego. Oczywiście będę wrzucać tu swoje postępy z treningami i dietą (w końcu to też sprawia, że jestem szczęśliwa), ale też outfity, przeżycia nieśmiałej kobiety w wielkim świecie, w tym być może moją drogę do korporacji (?), czyli to co dzieje się tu i teraz w moim życiu. Mam nadzieję, że spotka się to z większym zainteresowaniem ;)
Czemu 100 happy days? Zamysł jest taki, żeby każdego dnia wrzucać coś co sprawiło, że jestem szczęśliwa, uczy ludzi cieszyć się z małych rzeczy. Ja mam tę umiejętność, jednak zawsze warto umacniać się w dobrych cechach, a złe eliminować. A skoro już w temacie...

 #100happydays #day1 - przełamanie nieśmiałości
Zawsze byłam osobą nieśmiałą. Dochodziło nawet do sytuacji, że to mama zagadywała do dzieci, żeby się ze mną pobawiły. Potem już szło z górki, ale bałam się podejść do kogoś obcego. Powód? Bałam się odrzucenia? Wyśmiania? Nie mam pojęcia. Gdy byłam starsza miałam nawet opory przed zadzwonieniem na taksówkę. Ale w końcu powiedziałam sobie dość! Trzeba z tym walczyć! Co zrobiłam? Sytuacja zmusiła mnie do zadzwonienie w parę miejsc i musiałam zrobić to osobiście, napisałam sobie więc cały scenariusz rozmowy i byłam przygotowana na to co mam powiedzieć. Zaczęłam budować swoją pewność siebie, bardzo pomogły mi filmiki Tomasza Kammela, w których mówi, że to my chcemy komuś przekazać wiedzę i słuchacz nie widzi czy się stresujemy, nie wie co mamy do powiedzenia i jak czegoś zapomnimy, albo przekręcimy nic się nie stanie! Byleby nie dać po sobie tego poznać! Dodatkowo zapisałam się na wolontariat w schronisku dla bezdomnych zwierząt - ogrom obcych ludzi, czasem trzeba było gdzieś zadzwonić. I co się okazało? Szacunek i uprzejmość kluczem do sukcesu, a ludzie nie gryzą ;) Wystarczyło się przemóc i uwierzyć w siebie.
Przez długi czas łatwiej było mi się odezwać w grupie znajomych, gdzie czułam się pewnie, jednak nadszedł czas, gdy wolałam przemawiać do obcych ludzi. Dlaczego? Bo jest małe prawdopodobieństwo spotkania tych osób w przyszłości, jeśli sama nie będę chciała nawiązać z nimi kontaktu i w razie porażki nic wielkiego się nie stanie. Nauczyłam się też dystansu do siebie, a to bardzo cenna umiejętność.
Po wielu latach walki z nieśmiałością i swoimi słabościami byłam dziś na szkoleniu, na którym miałam coś zaprezentować. Stres? Był, ogromny, mimo, a może zwłaszcza dlatego, że występowałam przed znajomymi. Jak sobie poradziłam? Z 5 osób, które mnie słuchały tylko 1 zauważyła, że się stresowałam (ale zna mnie bardzo dobrze na co dzień), a mimo tego dowiedziałam się, że to było prawdopodobnie najlepsze wystąpienie od początku naszej znajomości. Pozostali powiedzieli, że w ogóle nie widać było po mnie stresu i że to było dobre wystąpienie.
Także głowa do góry wszystkie nieśmiałki ;) Wystarczy uwierzyć w siebie, wyjść i nie dać się stresowi ;). Moja rada? Poćwiczcie przemówienia przed lustrem..jakiekolwiek i zapiszcie sobie słowa klucze. Dobrze jest je zapisać, żeby kontrolować to o czym mówimy i nie pominąć niczego ważnego. Przygotujcie plan wypowiedzi - to o czym chcecie mówić, ale nie całą wypowiedź. Dlaczego nie całe zdania? Żeby przemówienie wyszło jak najbardziej naturalnie nie możecie czytać! Gdy się zgubicie zróbcie kilkusekundową przerwę, ale nie pokazujcie zakłopotania. Przede wszystkim oddech! Nie musicie wszystkiego powiedzieć na jednym wdechu. Tylko spokój może was uratować :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz